REKLAMA
 
www.akademiafutbolu.pl www.widzew.pl
 
S. Cacek: "Kretek zrobił kawał dobrej roboty"
 
Poniedziałek, 6 września 2010, godz. 01:19

Właściciel Widzewa uważa, że łódzki zespół mógł wygrać każdy z czterech pierwszych meczów w tym sezonie. Nie krytykuje jednak trenera Andrzeja Kretka. Podkreśla, że jest zadowolony z pracy szkoleniowca. Ocenia go nawet wyżej, niż poprzednika.

- Jest pan zadowolony z początku sezonu w wykonaniu Widzewa? Te 5 punktów to więcej, czy mniej, niż się pan spodziewał?
Sylwester Cacek: - To nie jest kwestia tego, czego się spodziewałem. Na obozie rozmawiałem z trenerem i powiedzieliśmy sobie, że chcemy w tych pierwszych meczach zdobyć minimum 7 punktów. To było realne. Wystarczyło tylko jednego meczu nie zremisować, tylko wygrać i byłoby 7 punktów.

- Jest pan zawiedziony, że nie ma 7 punktów?
- Podczas zgrupowania rozmawiałem też z zawodnikami. Przedstawiłem im swoją ocenę wartości tego zespołu i powiedziałem, że mają naprawdę realne szanse walki o wysokie cele. Oni zapewniali, że nikogo się nie boją, ale chyba jednak gdzieś tam w podświadomości dopadł ich stres związany z tym, że są beniaminkiem. Prawda jest taka, że mogliśmy wygrać w każdym meczu, gdyby było trochę więcej wiary, że jest to naprawdę możliwe. Z remisu z Lechem można być zadowolonym, bo to jednak był pierwszy mecz. Po tym spotkaniu i po wygranej nad Koroną, zawodnicy powinni już przekonać się, że mogą rzeczywiście pokonać każdego. Bardzo byłem zadziwiony, że nasi piłkarze wyszli na mecz z Wisłą tacy przestraszeni. Chyba nie oglądali wcześniejszych meczów Wisły w telewizji. Ja oglądałem i wiedziałem, że możemy i powinniśmy wygrać. Mecz z Polonią też był do wygrania.

- Zawodnicy przestraszyli się nazw?
- Spędzili dwa lata w pierwszej lidze, gdzie nie było nazw, których mogli by się obawiać. Deklarowali co prawda, że nikogo się nie boją, ale w podświadomości się chyba przestraszyli. Mam nadzieję, że w następnych meczach będą już przekonani o własnej wartości i będą grać swoje.

- W pierwszych kolejkach Widzew grał m.in. z mistrzem, wicemistrzem i liderem. Teraz będzie łatwiej?
- Na pewno nie będzie łatwiej. Teraz inni będą na nas bardziej uważać. Co prawda, w telewizji ciągle mówią, że to nasi rywale grali słabo, a nie my dobrze. Może nasi kolejni przeciwnicy uznają te opinie za wiarygodne i trochę nas zlekceważą? W innym przypadku mogą do tych spotkań podejść tak, jak do meczów z Wisłą, Legią czy Polonią.

- A gra Widzewa jak się panu podoba?
- Gra jest dużo lepsza, niż na wiosnę. Trener Kretek zrobił kawał dobrej roboty. Nareszcie operujemy więcej piłką. Jeszcze nie do końca wszystko wychodzi, jeszcze czasem są widoczne stare nawyki. Mam na myśli przede wszystkim te długie przerzuty, czasami niepotrzebne. Ale myślę, że to się będzie z miesiąca na miesiąc poprawiało. Przez 4 dni oglądałem na obozie treningi trenera Kretka i jestem zbudowany tym, co zobaczyłem.

- Trener zrobił kilka zaskakujących zmian. Na przykład posadził na ławce Jarosława Bieniuka.
- Każdy trener ma swoją koncepcję i próbuje ją dopasować do zawodników, którymi dysponuje. My nigdy nikomu nie obiecujemy miejsca w pierwszym składzie. Zresztą do tego dopasowany jest też nasz system premiowania. Jeżeli spełniasz założenia taktyczne trenera, dobrze się prezentujesz i są wyniki to grasz i zarabiasz. Jeśli nie, to nie grasz i zarabiasz mniej.

- Z końcem sierpnia zamknęło się okienko transferowe. Było udane dla Widzewa?
- Plan był taki, żeby pozyskać zawodników na konkretne pozycje i został on zrealizowany nawet z nawiązką. Natomiast nie jest do końca prawdą, że okienko się zamknęło 31. sierpnia. Po tym terminie nie można już oczywiście dokonywać transferów między klubami. Można jednak zatrudniać piłkarzy, którzy nie podpisali umowy z żadnym klubem. W Europie jest obecnie około 600 zawodników o wartości powyżej 450 tysięcy euro, którzy nie mają klubu. Kryzys gospodarczy spowodował to, że zawodnikom ciężko znaleźć klub, który spełni ich oczekiwania. Może się zatem okazać, że będzie jeszcze jakiś ciekawy transfer nawet we wrześniu.

- Na razie były cztery transfery. Najlepszy to na pewno Bruno Pinheiro.
- Jego transfer był przeprowadzany z myślą o grze na stoperze, bo my cały czas mamy problem z wyprowadzaniem piłki od tyłu. Natomiast problemy zdrowotne Panki spowodowały, że trener postawił go na pozycji defensywnego pomocnika. Widać, że on nie był jeszcze w pełni przygotowany fizycznie i dlatego miał słabsze końcówki. Ale jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że to dzisiaj jest numer 1 w Widzewie.

- A pozostałe transfery?
- Zobaczymy. Nakoulmę z premedytacją wzięliśmy z kontuzją. Wiedzieliśmy, że doprowadzanie go do zdrowia potrwa. To jest taki transfer, przy którym nie wszyscy byliśmy zgodni, że to zawodnik, który do Widzewa pasuje. Dlatego jest wypożyczony i on sam wie, że ma rok czasu na wykazanie się. Jak mu się to uda, to będzie w Widzewie dalej, jeśli nie, to go nie będzie. Wielkiego ryzyka tutaj nie ma, bo z kolei do Łęcznej na wypożyczenie poszło dwóch piłkarzy od nas, więc to trochę zrównoważyło koszta. Jeśli chodzi o Grzelaka, to on ma najtrudniejsze zadanie, bo rywalizacja na lewej stronie jest bardzo duża. Jest przecież Piotrek Grzelczak, Tomek Lisowski i nominalnie Paweł Grischok. Ale Grzelak ma duże umiejętności i musi tylko bardzo dobrze przygotować się fizycznie. Na pewno już zmobilizował innych i oni też muszą się teraz sprężać.

- Chyba jednak największym wzmocnieniem będzie powrót Robaka i Ostrowskiego.
- Ja bym nie mówił hop, póki nie przeskoczymy. Nie wiadomo, jak oni wejdą w sezon po tych problemach zdrowotnych. Wcale nie jestem pewien, czy na przykład Robak tak łatwo wskoczy do składu. Jest Sernas, ale są też Piotrek Grzelczak czy Przemek Oziębała, który podczas sparingów prezentował się bardzo dobrze. Na obozie w Niemczech był w wybornej formie, tylko musi pograć, żeby trochę z niego zszedł ten stres. Wbrew pozorom u nas napastników nie brakuje, tylko pytanie, jakim ustawieniem chce trener grać? Czy jednym napastnikiem, dwoma czy trzema?

- To dobrze, że trener przeszedł z 4-4-2 na 4-5-1?
- Trener dobrze robi, że poszukuje tego, co będzie dla tego zespołu najlepsze. Dobrze, że chce, aby zespół grał piłką. Jeśli dla wytępienia tego starego stylu, który polegał głównie na długich piłkach do przodu, trener czasowo zmienia ustawienie, żeby zawodnicy pewniej czuli się w operowaniu piłką w środku, to robi dobrze. Docelowo chcielibyśmy jednak, żeby było to ustawienie bardziej ofensywne i trener o tym wie.

- Pinheiro i Grischok to wolne transfery, Grzelak i Nakoulma to wypożyczenia. Ostatnio graliśmy z Polonią, której właściciel przyjął zupełnie inny model budowania drużyny. Źle zrobił, że wydał tyle pieniędzy?
- Ja nie będę oceniał konkurentów. Natomiast uważam, że jak ktoś się zbytnio nie wzmacnia, a wydaje duże pieniądze, to znaczy, że się osłabia. Mnie to pasuje. Z mojego doświadczenia wynika, że w Europie w dobie kryzysu jest tak wielu dobrych zawodników, których można przejąć bez dogadywania się z innym klubem, że nie ma sensu wydawanie bardzo dużych pieniędzy na transfery. Trzeba tylko mieć cierpliwość i dobrze poszukać. Trener Janas chciał, żebyśmy do Widzewa kupili Patryka Rachwała, Macieja Sadloka, Artura Sobiecha, Dariusza Pietrasiaka i Bruno. Dużo dyskutowaliśmy o tym. W zasadzie jedynym z tej grupy, którego chcieliśmy mieć, to był Sobiech. Reszty po prostu nie chcieliśmy. Teraz wszyscy są w Polonii za duże pieniądze. Zobaczymy, czyja strategia przyniesie lepsze wyniki. Czy różnica w poziomie sportowym będzie analogiczna do różnicy w wydatkach. Każda strategia jest dobra, jeśli przynosi oczekiwane efekty. Ta z dużymi wydatkami jest o tyle ryzykowna, że duże pieniądze mogą być wyrzucone w błoto, jeśli zawodnik się nie wkomponuje w zespół. Za to jej plusem jest to, że zawodnika kupuje się u szczytu formy. Nasza strategia jest mniej ryzykowna z punktu widzenia wydatków, ale bardziej ryzykowna jeśli chodzi o formę zawodnika, bo dłużej trzeba nad nim popracować, żeby doszedł do wysokiej dyspozycji. Ale sezon trwa rok, a nie miesiąc. Zobaczymy po sezonie, która strategia okaże się lepsza. Jeżeli Polonia zdobędzie mistrzostwo i awansuje do Ligi Mistrzów, to zarobi 10 milionów euro i będzie mieć większy zwrot z inwestycji, niż my zajmując 3-4 miejsce. Ale jeśli Polonia nie awansuje do Ligi Mistrzów, to zwrot inwestycji będzie mieć dużo gorszy. Mówię oczywiście o ocenie z ekonomicznego punktu widzenia. Ktoś może uważać, że warto wydać kilkanaście razy więcej, żeby zająć w tabeli jedno czy dwa miejsca wyżej.

- Józefowi Wojciechowskiemu źle doradził jego dyrektor sportowy?
- Wojciechowski buduje zespół jak chce, to jest jego sprawa. Natomiast błędem jest, że buduje zespół w sposób bardzo niecierpliwy i szybki. Powtarzam, w Europie jest dużo dobrych zawodników, których można ściągnąć wcale nie przepłacając. Przykład Kupisza w Jagiellonii jest bardzo dobry. Dla mnie w ogóle ten klub to jest przykład fajnej polityki transferowej. Zarząd systematycznie realizuje tam pewien plan. A, że jeszcze trener się do tego dopasował, to tylko lepiej. Ceny polskich zawodników są bardzo wysokie, często nieadekwatne do ich umiejętności. Dlatego nie można zamykać się tylko na rynek wewnętrzny, trzeba sięgnąć po piłkarzy z zewnątrz. To podniesie średni poziom ligi.

- Żałuje pan, że nie miał okazji spotkać Pawła Janasa na stadionie Widzewa przy okazji meczu z Polonią?
- Klub ma swoje cele długofalowe. Ludzie, którzy nie chcą z nami tych celów realizować, widzą siebie gdzieś indziej, mogą zawsze odejść. Dziękujemy im za to co zrobili i żegnamy się. Paweł na pewno ma udział w tym, gdzie teraz jesteśmy i za to mu dziękujemy. Natomiast nie będziemy płakać nad rozlanym mlekiem. Stało się i już. Z perspektywy dwóch miesięcy mogę powiedzieć, że w lipcu byłem poirytowany. Przekonywałem Pawła, żeby tak się nie rozstawać. Teraz jestem zadowolony, bo widzę lepszą pracę trenera Kretka, niż wykonywał Paweł. Dzisiaj jestem już uspokojony. Fajnie, że tak się zdarzyło, że potrafiliśmy postawić na trenera z wewnątrz, w którego uwierzyliśmy, a on teraz wykonuje kawał dobrej roboty. Wybór był dobry i w następnych meczach będzie to widać.

- Co by pan powiedział Janasowi, gdyby go teraz spotkał?
- Spokojnie. Ja nie mam z Pawłem żadnego problemu. Nie unikamy się, tylko mijamy, na zasadzie, że ja jestem na meczu z Polonią, a on akurat nie pojawił się. Natomiast był na meczu Młodej Ekstraklasy dzień później, na który ja się wybierałem, ale coś mnie zatrzymało. Tutaj nie ma podtekstów. Nie ma problemu. Myślę, że jeszcze nie raz się spotkamy i jakieś piwo razem wypijemy. W Polonii jest przecież nie tylko Paweł, jest tam też Piotrek Stokowiec, jest Igor Gołaszewski, którego przed laty wyszukaliśmy razem z Grześkiem Bakalarczykiem. Ja temu klubowi życzę sukcesu, tylko takiego, że my będziemy pierwsi, a oni drudzy.

- Kibice coraz bardziej niecierpliwią się, co ze sprawą nowego stadionu...
- Stadion? Chyba zbliża się ten dzień, w którym powinienem - tak jak Allianz - wystąpić z ostrym stanowiskiem. Złożyliśmy już wniosek o warunki zabudowy. Powinny się już zacząć prace projektowe, a cały czas musimy czekać. Nasze plany uległy pewnej zmianie. Chcemy budować stadion na 33 tysiące widzów, co ma związek z tym, że miasto zmieniło swoje plany i nie zamierza już budować stadionu miejskiego, tylko mały stadion dla ŁKS. Zdecydowanie zbyt mały. I tak jeśli ŁKS osiągnie kiedykolwiek sukces, to będzie musiał grać na stadionie Widzewa. Jeśli na terenach, którymi dysponujemy, wybudujemy obiekt o wielkości 33 tysięcy, to musimy zrezygnować z części biznesowej, bo ona się po prostu nie zmieści. Miasto już od dwóch lat dysponuje opracowaniami, z których wynika, że obiekt tej wielkości bez infrastruktury biznesowej jest nieopłacalny, albo bardzo mało opłacalny. Dlatego oczekujemy od miasta dwóch rzeczy. Pierwsza to uchwała związana z przebudową infrastruktury drogowej wokół stadionu. To konieczne, bo bez tego 33-tysięczny obiekt w ogóle nie będzie mógł być oddany do użytku, a na pewno nie zbudujemy tej wielkości stadionu, żeby grać na nim dla 15-18 tysięcy, bo to by były pieniądze wyrzucone w błoto. Druga kwestia to zmiana warunków zawartej między Widzewem a miastem umowy. Stara umowa była oparta o powstanie części biznesowej, z której miał nastąpić zwrot poniesionych kosztów. Skoro jej nie będzie, to nie może być tak, że po 29 latach my oddajemy ten obiekt miastu z ponad stumilionową stratą.

- W takim razie jakich zmian pan oczekuje?
- To musi być albo sprzedaż gruntu, albo jakaś forma wieczystej dzierżawy. Jak powiedziałem, bez części biznesowej, nie ma szans na zwrot z tej inwestycji w okresie 29 lat. W takiej sytuacji tylko szaleniec by się zdecydował na coś takiego, a ja szaleńcem nie jestem. Jak mam dołożyć kilkaset milionów do miasta, to wolę dzieciom zostawić. Nie może być tak, że my podejmujemy ryzyko tak dużej inwestycji, a miasto się cieszy, bo za 29 lat za darmo przejmie obiekt i jeszcze narzuci nam rynkowe stawki czynszów. To nie jest też tak, że miasto jest zupełnie głuche na te argumenty. Prezes Marcin Animucki jest w stałym kontakcie z miastem. Coś się tam dzieje, to są sprawy trudne i wymagają czasu. Ale tego czasu jest coraz mniej.

- Nie przeszkadza panu, że miasto już nie mówi o stadionie miejskim, tylko o stadionie dla ŁKS?
- W Łodzi władze miasta powinny już wiele lat temu zadbać o to, żeby relacje między kibicami Widzewa i ŁKS były inne. Nikt tym się jednak nie interesował. A gdyby tak było, to można by było wybudować stadion na 30-40 tysięcy dla obu klubów, w neutralnym miejscu. Kluby by mogły mieć nadal małe obiekty, do treningów i sparingów, a mecze ligowe grałyby na wspólnym obiekcie. Dzisiaj na to już za późno, gdybyśmy wrócili do takiej koncepcji, to byśmy stracili 2-3 lata na plany i koncepcję, a tymczasem za chwilę Widzew i ŁKS w ogóle by nie miały gdzie grać. Chociaż wspólny stadion byłby na pewno bardziej opłacalny. Wiadomo, że utrzymanie stadionu jest rentowne, gdy ma się zapewnionych około 50-60 imprez rocznie. Nie da się tego zrobić mieszając tylko mecze jednej drużyny z koncertami. Gdyby było zagwarantowane, że na stadionie grają dwa kluby, to już około 30 ligowych meczów rocznie, a z pucharami może nawet 40. To już dużo. Ale trudno. My się podejmujemy robić własny stadion, ale pod tymi dwoma warunkami, o których powiedziałem.

- Czyli nie ma pan żalu do władz Łodzi, że pomagają tylko ŁKS, a Widzew musi radzić sobie sam?
- Prezydent Magin powinien powiedzieć jasno, że chce wybudować stadion dla ŁKS za określoną kwotę, ale również taką samą kwotą wesprze nasz projekt. Przy czym, my nie chcemy dostać tych pieniędzy do dyspozycji. Niech one zostaną przeznaczone na przebudowę infrastruktury drogowej wokół stadionu. To będzie pomoc dla Widzewa, ale skorzysta na tym również lokalna społeczność. Gdyby tak się stało, to nikt by do miasta nie miał żadnych pretensji. Uważam, że postępowanie obecnych władz miasta jest fair, z tym zastrzeżeniem, że o ŁKS już się mówi, a o Widzewie jeszcze nie.

- Czyli czekamy teraz na ruch ze strony miasta?
- Jak powiedziałem, jakieś małe ruchy są wykonywane. Czekamy jednak na precyzyjne ustalenia. To nie chodzi o to, że mi się kończy cierpliwość. Musimy to zamknąć do końca września, bo w innym przypadku nie ma szans na zakończenie tego projektu przed startem sezonu 2012/13.

- A gdzie zagramy w trakcie budowy?
- Tego jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak architekci zaplanują budowę. Są rozważane różne opcje. Ten problem powstanie najwcześniej za pół roku. Mamy jeszcze czas na podjęcie decyzji.

Posłuchaj: Sylwester Cacek


Tomasz Andrzejewski
 
 
 
NOWY KOMENTARZ
Treść:
Podpis:
 
 
Środa, 8 września 2010 godz. 21:18
PISIORY .......cI PRZESKADZAJĄ TO GRATULUJE ROZPATRZENIA W TEMACIE....POZDRAWIAM
Autor: TYLKO WIDZEW (niezalogowany)
 
Treść:
Podpis:
 
 
Środa, 8 września 2010 godz. 08:58
Problem w tym, że teraz rządzą PO i SLD i jakoś nic dobrego w sprawie stadionu się nie dzieje.
Prawda jest taka, że jak rządziły PiSiory, to gówno interesował ich sport, Ale teraz jest dokładnie to samo, z tą małą różnicą, że uratowali klubik z Al. Unii.
Jeśli nie zaczniemy otwarcie grozić tym pajacom z UMŁ, że ich nie poprzemy jak warunki zabudowy i dzierżawa nie zostaną OSTATECZNIE załatwione do wyborów, to nic w naszym klubie się dobrego nie wydarzy.
Urodziłem się w Łodzi i mieszkam tu 30 lat, ale zaczyna mi to miasto zwisać...
Jest brudno, drogi tu to jakiś niesmaczny żart, inwestycji nie ma, a bezrobocie wzrasta. Jeśli położą sprawę Widzewa - jedynej rzeczy na której nam w tym mieście zależy, to musimy dać im jasny sygnał, na meczach, na transparentach kogo nie poprzemy jak dadzą znów ciała...
A z tym przeniesieniem Widzewa do Strykowa to nie taka prosta sprawa.
1. Kto tam będzie przyjeżdżał na mecze ? Łódź nie da rady zapełnić 30 tysięcznego stadionu, zbyt słabe połączenie i zbyt duża odległość.
2. Biznesu na tym obiekcie by nie było, bo po co, kto by ten stadion odwiedzał poza dniami meczów ?
Gdyby było inaczej, to Pan Cacek już kończyłby budowę, ale wie że to nie ma sensu, Bo nie jest tu z miłości do Widzewa tylko dla spodziewanego w przyszłości zysku...
Autor: mirek_baranowski (użytkownik: 23586, komentarzy: 719)
 
Treść:
Podpis:
 
 
Środa, 8 września 2010 godz. 06:36
Oby stadion powstał jak najszybciej ...
Autor: B.J.M (użytkownik: 17902, komentarzy: 1304)
 
Treść:
Podpis:
 
 
Środa, 8 września 2010 godz. 00:14
Niewiem czy ktos juz o tym pisal ale w dzisiejszym expresie bylo napisane ze miasto zapewnilo kupcow z pawilonów ze moga byc spokojni o swoje miejsca pracy co najmniej do polowy przyszlego roku a przypominam ze jest to teren na ktorym ma powstac droga ewakuacyjna ze stadionu tak wiec czy miasto juz zaczyna przepychanki???
Autor: saike (użytkownik: 7279, komentarzy: 162)
 
Treść:
Podpis:
 
 
Wtorek, 7 września 2010 godz. 21:10
cóż wydaje się że nowy stadion to my zobaczymy jak świnia niebo .Szkoda oglądam właśnie nowy stadion Wisełki w tv i bardzo mi się podoba .Młody już nie jestem , ale chyba zacznę znowu jeździć na wyjazdy , bo tylko tam będzie można zasiąść na nowym, nowoczesnym stadionie .
Budowanie drużyny z zawodników gdzie indziej niechcianych i liczenie na to że awansujemy z taką drużyną do pucharów czy nie daj Boże LM to naiwność pierwszej wody. Takie wypadki jak miejsce Ruchu w tamtym sezonie zdarzają się raz na kilkanaście lat. To pierwsza wypowiedź Cacka która bardzo mnie rozczarowała i daje wiele do myślenia . Miasto raczej nie odda terenów Cackowi , i co wtedy ?
Autor: zniwiarz (użytkownik: 20825, komentarzy: 1606)
 
Treść:
Podpis: